jego głos działa kojąco
po tygodniu wszechogarniającego bólu, który pragnie przypomnieć, że żyjesz
i chociaż nie masz się dobrze, to jesteś na dobrej drodze, gdzie
drogowskazami są ludzie, którzy pytają, dbają, pomagają
nie ma nic ważniejszego od troski drugiego człowieka
i takiej próbie właśnie zostali poddani nasi bliscy
tęsknota za osobami, które potrafiły pisać, niekoniecznie w moim życiu.
wyczekiwałam tych tekstów jak pierwszego letniego deszczu.
i za każdym razem to moje zastanawianie, jak to się dzieje, że słowa mogą tak lecieć, na łeb na szyję, pasować do siebie, pomimo pozornego bezładu, tak idealnie współgrać ze sobą, nic na siłę, nic bez przyczyny, chłonęłam (...).
ponoć to smutek wskrzesza pisanie do życia, ale
jakiekolwiek tragedie powodują, że nigdy więcej nie sięga się po pióro, nawet
to wirtualne.
na dzień dzisiejszy nie ma dla mnie większej emocji
niż dźwięk przyspieszonego oddechu
piosenki przypominają o tym i o tamtym
pamięć, jak bunkier, i chroni dostęp, i urywa w połowie
pamiętaj, nie ma mnie w tej historii, ale jestem jej twórczynią
szukam tylko odpowiedniego zeszytu
a wtedy nie będzie już odwrotu
uciekniemy
robisz głupie rzeczy, mała
głupotami zalewasz internety
wyrzuć, skasuj, zapomnij
przemagiczne słowo: kiedyś
niektóre piosenki są stworzone po to, żeby przy nich pisać
karmić siebie frazami, które pęcznieją nam w głowach
brudnych od przedwczorajszych myśli
neonowy kolor paznokci, zadrapania na plecach
tworzę mapy, żeby się nie zgubić
na odnalezienie nie ma szans w tym miesiącu
maju
but I know you love to take a risk
nieprawda, żadnego ryzyka, żadnego kroku, nawet w tył
czerwone światło, niebieskie oczy, migająca myśl
mimo wszystko, wyliczyłam że
w tym roku na koncertach byłam przynajmniej raz w miesiącu
nieprawdy wchodzą w krew
nie rozumiesz, że jeśli musisz coś trzymać w sekrecie, to dlatego, że nie powinieneś tego robić?
jest coś niepokojącego w tym miesiącu.
brunatny kolor mojego głosu, słowa wzięte w nawiasy.
pragnę mojego lutego, wiążących planów i nieuzasadnionych ucieczek.
liczę na to, że wtedy będę mogła powiedzieć:
-pierwiastku zła, odczep się ode mnie.
zbyt sennie tej jesieni. budzę się wprost na obiad, a rzęsy składam tuż po kolacji.
głowa gęstnieje, serce promienieje. chociaż nie wiem, jak się w to ubrać i z czym nosić, żeby nie zepsuć. zapewne się nie przyznawać.
muzyczna tęcza w moim odtwarzaczu.
dziś goszczą państwo heyowie, a litera 'k' kojarzy się tylko z kulką i kuczem. listopad zapowiada się bajecznie, bo koncertowo.
gdy sparszywieję znów
- zamknij się w sobie, zaciągnij rolety powiek
gdy sparszywieję znów
- chwyć się cieniutkiej niteczki pewności, że minie - to minie.
and I stand on the ocean shore,
like an old black and white movie.
nadaj melodię mojemu życiu, odczaruj, zaczaruj.
zamiast kwiatów przynoś książki, wodę w ustach i przyprawy.
pobudź kardamonem, pocałuj, cynamonem rozkochaj, popieprz, lawendową kołdrą przykryj i mnie zaśnij.
cudownie jest wyjeżdżać, ale jeszcze piękniej wracać.
przekręcam klucz w zamku i wydaje się, jakby każdy kąt czekał na mnie z utęsknieniem.
kąty, kąciki ust.
złudne wrażenie rozpisania swojej głowy na części tak małe, że nie mogę ich odnaleźć. ileż razy bym nie próbowała, koniec końców odchodzę, zostawiając puste miejsce.
stoimy przy mojej półce. poleć mi jakąś książkę. wybieram jedną, po czym zamiast oddać ją w czyjeś ręce, sama zaczynam czytać i myśleć, jakie to było błędne doprowadzać się do stanów bohaterki wyżej wymienionej powieści.
te wszystkie historie łatwo wchodzą mi w życie.
ciągną za ręce i kuszą niespełnieniem.
schematy i tak utrwalone konstrukcje, że żal odchodzić.
to jak ex libris, jak znak wodny. pewne rzeczy są stałe, taki matematyczny constans.